Jeszcze kilka lat temu bylem bardzo zafascynowany postacią lekarza i rewolucjonisty - Ernesto Che Guevary. Właściwie do dziś uważam go za postać romantyczną, człowieka pochłoniętego ideą walki o wolność. Nie wiem czy Che mógł przewidzieć dalsze losy rewolucji komunistycznej. Wydaje mi się, że nie. Ruch 26 Lipca miał dać Kubańczykom wolność, wyzwolić ich spod dyktatury Fulgencio Batisty i uczynił to. Po przejęciu władzy przez rząd rewolucyjny wydarzyło się wiele, ale powinienem wspomnieć jedynie o sankcjach nałożonych na Kubę przez USA i konflikcie, który zaistniał w bloku komunistycznym. Podłożem owego konfliktu były ambicje Zedonga, który uważał, że przywództwo w międzynarodowym ruchu komunistycznym powinno należeć do niego (nie zaś do Chruszczowa). Castro opowiedział się po stronie Mao, efektem tego było wycofanie przez ZSRR pomocy gospodarczej. Comandante Castro nie należy do najlepszych polityków. Człowiek znający się na rzeczach niewielu sprawuje na Kubie całkiem sporo funkcji. Izolacja państwa na arenie międzynarodowej i nieudolność władz rewolucyjnych doprowadziła do zwiększenia nędzy i eskalacji terroru. Nowy dyktator okazał się gorszy od poprzednika. Rewolucja pożarła swoje dzieci.
Mój krótki i nieudolnie opisany fragment historii państwa kubańskiego ma pokazać, że walka o wolność bywa równoznaczna ze skazywaniem siebie na niewolę. Bezpiecznie byłoby zakończyć tekst w tym miejscu. Nie znam nawet podstaw psychologii lub pedagogiki, więc moje kompetencje tutaj się kończą. Mam świadomość, że w swoich wypowiedziach ujawniam więcej informacji o sobie niż bym chciał. Jednak z dwojga złego wolę, gdy ktoś dokonuje sensownej analizy, rozkładając mnie na części zwane fiksacją, sublimacją czy też racjonalizacją… wolę to od bezpodstawnych diagnoz w stylu “zrobił/powiedział/napisał to, gdyż jest tak a nie inaczej”.
Wczoraj zrozumiałem największe z moich problemów, dzięki czemu zmalały one do rozmiarów mrówki karłowatej. Być może pisanie o zrozumieniu jest tu nadużyciem, jednak skonkretyzowanie i nazwanie sytuacji przyniosło mi ulgę. Co ciekawe, wydaje mi się, że otrzymałem broń, która może się okazać skuteczna w walce z tym co mnie boli lub wkurza. Żeby było fair - zanim rozbiorę Cię na części pierwsze - tu i teraz uczynię to ze sobą.
Marzenie o wolności. Nie chcę być bogaty, dynda mi bycie znanym, nie chcę mieć wyższego wykształcenia. Jedyne na czym mi zależy to wolność. Przez wolność rozumiem całkowitą, stuprocentową niezależność od społeczeństwa. Niezależność to zbyt małe słowo, chciałbym izolacji.
Paradoksalnie - nie chce by moje marzenie się ziściło. Ludzie są mi potrzebni do szczęścia. Brzmi zabawnie, lecz takie ambicje stają się problemem, gdy staram się to sobie wyobrazić. Mam nadzieję, że będę mieszkał sam, w małym domku na odludziu, że ludzie nie będą mi mówili jak mam interpretować, reagować. Nie chcę za nikogo odpowiadać i o nikogo się martwić. Tym samym chciałbym kiedyś mieć rodzinę - żonę i dwoje dzieci. Potrzebuję wolności i zależności zarazem. Nie jest to sytuacja dla mnie nowa.
Wystarczy, że cofnę się w myślach do lat ubiegłych. Przypominam sobie, kiedy po raz pierwszy wykrztusiłem z siebie słowo “kocham”. Była (jest) osobą bardzo sympatyczną, ładną i inteligentną. Imponowała mi zdolnościami literackimi i tym, że była bardzo dorosła (o wiele bardziej niż ja i moi znajomi). Kiedy ją poznałem straciłem wszystkie dotychczasowe zainteresowania, zyskałem jedno nowe. Miałem kogoś, na kim mi zależało i tylko to było ważne. Po jakimś czasie nasz związek się rozpadł. Oboje mieliśmy siebie dość, więc dla żadnego z nas nie było to ciężkim przeżyciem. Wtedy odczytałem to jako odzyskanie wolności. Znowu miałem radochę z pisania, grania na instrumentach i grania na komputerze. Za jakiś czas pojawiła się kolejna osoba, o której mogłem powiedzieć “W tym całym bałaganie jedno wiem na pewno - Ty jesteś moją królewną”. Gdy i ten związek się rozsypał było na prawdę ciężko. Moje umiejętności gry na gitarze zwiększyły się chyba dziesięciokrotnie, zacząłem ostro pić i prawie zapukałem do nieba bram. Z perspektywy czasu widzę, że tak na prawdę te trudne dni dały mi wiele. Tak się złożyło, że nie miałem się wtedy komu wypłakać. Pozostałem sam i samotność odczuwałem jak nigdy dotąd (i nigdy potem).
Zatem nihil novi. Aby osiągnąć stan wolności (izolacji) i aby go utrzymać potrzebne mi są pieniądze. Jedynym sposobem zdobycia funduszy jest praca. Mogę mieć szefa. Mogę otworzyć działalność, muszę jednak być zniewolony. Niezależnie od osobistego dyktatora (szef, urzędnik skarbowy, zleceniodawca) - W dobie kapitalizmu to ograniczenie swej wolności jest wyłączną drogą do jej osiągnięcia. Do takiego stanu rzeczy należy się dostosować. Ekonomia jest już wszechobecna. Każde serce się przelicza, każdy rozum księgowany.
Analizując słowa i działanie domorosłych socjotechników odnoszę wrażenie, że freudowska teoria stosunków międzyludzkich nie jest bezpodstawna. Znamy się dlatego, że jesteśmy sobie potrzebni. Możemy dokonywać transakcji. Czasami myślałem mi się, że niektórzy utrzymują ze mną kontakt wyłącznie dlatego, że jestem do czegoś “użyteczny”. Obecnie jestem przekonany, że w społeczeństwie zachodzą procesy rynkowe. Nawet prawdziwa przyjaźń i prawdziwa miłość opiera się na wzajemnym zaspokajaniu potrzeb. Jeżeli to prawda - wolność jest fikcją.
(pw)