C:\WINDOWS\haiku

grudzień 26, 2007

Haiku to moja ulubiona forma poezji (wiem, że to żadna nowość). Mimo, że nie interesuje się kulturą Chin ani też Japonii, dynda mi manga i anime. Mimo totalnej obojętności na “fenomen” krajów azjatyckich - haiku jest dla mnie czymś ważnym.
Innym moim zainteresowaniem, które zabrało mi kawałek życia jest informatyka - składanie i naprawianie komputerów, poznawanie systemów operacyjnych, pisanie programów komputerowych. Do tego - tworzenie i psucie witryn internetowych. Mój pierwszy komputer zmienił wszystko.

Po wigilijnej kolacji postanowiłem scalić te skrajne zainteresowania. Już kiedyś pokazywałem coś podobnego - żart wykonany w systemie Ubuntu Linux:

Teraz miałem nieco inne założenia:
1. Wiersz poleceń (CMD) - dostępne w całym systemie polecenie haiku ma skutkować wyświetleniem losowo wybranego utworu.
2. W menu podręcznym ma znajdować się opcja Haiku - wybranie jej ma otworzyć program, który wyświetli haiku.

Punk pierwszy już zrealizowałem. “Komenda systemowa” haiku pamięta trzy utwory (nic nie stoi na przeszkodzie by dodawać kolejne), z których wyświetla jeden. Dodatkowo można używać opcji: haiku -h - powoduje wyświetlenie ekranu informacyjnego, haiku n (gdzie n to liczba całkowita) powoduje wyświetlenie haiku znajdującego się pod danym numerem w programie.

Aby uruchomić wiersz poleceń - otwieramy menu start, klikamy polecenie “uruchom”, w pole tekstowe wpisujemy: cmd, następnie naciskamy [ENTER]. W nowo wyświetlonym okienku wpisujemy komendę: haiku i naciskamy [ENTER]. Tak to działa u mnie.
Program oraz jego kod źródłowy można pobrać ze strony: http://code.google.com/p/haikuline/downloads/list
plik haiku.exe należy skopiować do katalogu Windows, znajdującym się na dysku C. Ewentualnie w inne miejsce - jeżeli masz inną literę dysku systemowego lub inny katalog instalacyjny systemu operacyjnego.

(pw)


Pomysły

grudzień 20, 2007

Logiczny ciąg znaczeniowy od słowa “syfon” do “jeż”: syfon -> woda -> pijesz -> jesz -> jeż. Merci boku.

Ostatnio moja koleżanka zaprezentowała rysunek jeża. Zaciekawiły mnie słowa:

moje wizje rzadko kiedy pokrywają się z możliwościami a co za tym idzie - z efektem pracy.

Ja również mam ten problem. Za każdym razem wygląda to podobnie - mam jakiś ciekawy pomysł i zabieram się za realizację. W trakcie pracy dochodzę do nieciekawych wniosków:

- ten opis jest zbyt skomplikowany, przez co tekst źle się czyta
- wszelkie próby upłynnienia opisu powodują, że cały tekst staje się płytki lub bezsensowny
- nie umiem tego opisać
- powinienem “wymienić” tą sytuację, zmienić nieco tło opowieści, ale brak mi innych pomysłów

To tylko skrócona lista problemów. Przez taki stan rzeczy w mojej szufladzie wala się masa notatek, które zbierają kurz i przy okazji mnie denerwują. Tak samo - arty napisane na komputerze. Nie umiem tych pomysłów uporządkować, naprawić, nie mogę ich też wyrzucić lub usunąć.

Tyczy się to wszystkiego co robię - programów komputerowych: przeglądarka plików graficznych, pisana w Javie, której nie dokończyłem gdyż nie umiałem sobie poradzić z obsługą zasobów wewnątrz archiwum. Pewnie szybko tego nie dokończę, bo poprostu nie chce mi się instalować JRE i JSDK.

Muzyka - teksty piosenek, nuty i nagrania. Kawałki, które zaczęły i skończyły się na kilku taktach.

Banery, plakaty, kolaże - cała masa grafiki komputerowej, źle zrealizowanych pomysłów. W tym przypadku nie jest tak tragicznie - mój były szef jest gorszym grafikiem :)

Cóż z tego, że tydzień temu powstały dwie strony tekstu nienadającego się do dokończenia? Za rok będę może odrobinę lepszy. Myślę, że rozbieżności w pomysłach i zrealizowanych rzeczach, nie powinniśmy traktować w kategoriach porażki. Chyba lepiej patrzeć na to jak na swego rodzaju lekcję.

W przyszłości będę dalej trącał klawiaturą ten problem.

C.D.N.


I Ty możesz się sprzedać

grudzień 10, 2007

Duża część internautów posługuje się globalną siecią jedynie po to by pozyskać informacje. Sporo osób traktuje ją jako źródło rozrywki ale coraz większą grupę stanowią ludzie, którzy chcą tworzyć internet. Nie chodzi mi tu o programistów i webmasterów - raczej o ludzi, którzy zapełniają sieć informacjami. Podłożem potęgi serwisu Wikipedia jest praca wielu tysięcy anonimowych internautów, którzy bezpłatnie przekazują swoją wiedzę. Ta internetowa księga zmieniła mentalność ludzi - społeczeństwo dostrzegło możliwości jakie niesie ze sobą wzbogacanie internetu.

Sieć jest wszechobecna i prawie wszyscy potrafią się nią posługiwać. Te cechy sprawiły, że jest ona bardzo atrakcyjną platformą dla artystów. Świadczy o tym niesamowita popularność takich serwisów jak DeviantArt czy też Flickr. Dzięki tym portalom wielu twórców zdobyło sobie rzeszę odbiorców.

Nie dość tego, ze można się wypromować, zarabianie na działalności artystycznej jest też bardzo proste. Mechanizm rynku sztuki użytkowej opiera się na dwustronnym polowaniu - artysta poluje na kogoś, kto zagwarantuje mu nośnik, wpuści jego dzieła na rynek, natomiast przedsiębiorstwa poszukują twórców zdolnych umieścić coś ciekawego na owych nośnikach. Kiedy te dwie strony dojdą do porozumienia - pozostaje tylko wyprodukować, dotrzeć do klienta i policzyć zyski.

W internecie można znaleźć witryny umożliwiające bezpłatne utworzenie sklepiku on-line. Można założyć sobie konto i rozpocząć działalność. Takie możliwości daje m.in firma CafePress. Po zarejestrowaniu możemy wysłać na serwer kawałek swojej sztuki, po czym wybrać jeden (lub więcej) z ponad 80 produktów a firma ozdobi dany przedmiot naszym artworkiem.

W ten sposób powstał gotowy produkt, który został automatycznie umieszczony w naszym sklepie internetowym. Jeżeli znajdzie się nabywca - CafePress zajmie się całą procedurą sprzedaży a naszym koncie znajdzie się wynagrodzenie (którego wysokość wcześniej sami ustalamy).

Oto fragment wypowiedzi Adama Fletchera z firmy SpreadShirt - Sklep będzie działał dobrze, jeśli znajdziemy czas na zainwestowanie weń i zbudujemy rzeszę wiernych fanów, korzystając z takich narzędzi, jak Google Adwords czy wymiana interesujących linków.

Linki do przykładowych witryn prowadzących tego typu działalność:
www.cafepress.com
www.spreadshirt.com
www.zazzle.com

(pw)


Walka o wolność

grudzień 6, 2007

Jeszcze kilka lat temu bylem bardzo zafascynowany postacią lekarza i rewolucjonisty - Ernesto Che Guevary. Właściwie do dziś uważam go za postać romantyczną, człowieka pochłoniętego ideą walki o wolność. Nie wiem czy Che mógł przewidzieć dalsze losy rewolucji komunistycznej. Wydaje mi się, że nie. Ruch 26 Lipca miał dać Kubańczykom wolność, wyzwolić ich spod dyktatury Fulgencio Batisty i uczynił to. Po przejęciu władzy przez rząd rewolucyjny wydarzyło się wiele, ale powinienem wspomnieć jedynie o sankcjach nałożonych na Kubę przez USA i konflikcie, który zaistniał w bloku komunistycznym. Podłożem owego konfliktu były ambicje Zedonga, który uważał, że przywództwo w międzynarodowym ruchu komunistycznym powinno należeć do niego (nie zaś do Chruszczowa). Castro opowiedział się po stronie Mao, efektem tego było wycofanie przez ZSRR pomocy gospodarczej. Comandante Castro nie należy do najlepszych polityków. Człowiek znający się na rzeczach niewielu sprawuje na Kubie całkiem sporo funkcji. Izolacja państwa na arenie międzynarodowej i nieudolność władz rewolucyjnych doprowadziła do zwiększenia nędzy i eskalacji terroru. Nowy dyktator okazał się gorszy od poprzednika. Rewolucja pożarła swoje dzieci.

Mój krótki i nieudolnie opisany fragment historii państwa kubańskiego ma pokazać, że walka o wolność bywa równoznaczna ze skazywaniem siebie na niewolę. Bezpiecznie byłoby zakończyć tekst w tym miejscu. Nie znam nawet podstaw psychologii lub pedagogiki, więc moje kompetencje tutaj się kończą. Mam świadomość, że w swoich wypowiedziach ujawniam więcej informacji o sobie niż bym chciał. Jednak z dwojga złego wolę, gdy ktoś dokonuje sensownej analizy, rozkładając mnie na części zwane fiksacją, sublimacją czy też racjonalizacją… wolę to od bezpodstawnych diagnoz w stylu “zrobił/powiedział/napisał to, gdyż jest tak a nie inaczej”.

Wczoraj zrozumiałem największe z moich problemów, dzięki czemu zmalały one do rozmiarów mrówki karłowatej. Być może pisanie o zrozumieniu jest tu nadużyciem, jednak skonkretyzowanie i nazwanie sytuacji przyniosło mi ulgę. Co ciekawe, wydaje mi się, że otrzymałem broń, która może się okazać skuteczna w walce z tym co mnie boli lub wkurza. Żeby było fair - zanim rozbiorę Cię na części pierwsze - tu i teraz uczynię to ze sobą.

Marzenie o wolności. Nie chcę być bogaty, dynda mi bycie znanym, nie chcę mieć wyższego wykształcenia. Jedyne na czym mi zależy to wolność. Przez wolność rozumiem całkowitą, stuprocentową niezależność od społeczeństwa. Niezależność to zbyt małe słowo, chciałbym izolacji.
Paradoksalnie - nie chce by moje marzenie się ziściło. Ludzie są mi potrzebni do szczęścia. Brzmi zabawnie, lecz takie ambicje stają się problemem, gdy staram się to sobie wyobrazić. Mam nadzieję, że będę mieszkał sam, w małym domku na odludziu, że ludzie nie będą mi mówili jak mam interpretować, reagować. Nie chcę za nikogo odpowiadać i o nikogo się martwić. Tym samym chciałbym kiedyś mieć rodzinę - żonę i dwoje dzieci. Potrzebuję wolności i zależności zarazem. Nie jest to sytuacja dla mnie nowa.

Wystarczy, że cofnę się w myślach do lat ubiegłych. Przypominam sobie, kiedy po raz pierwszy wykrztusiłem z siebie słowo “kocham”. Była (jest) osobą bardzo sympatyczną, ładną i inteligentną. Imponowała mi zdolnościami literackimi i tym, że była bardzo dorosła (o wiele bardziej niż ja i moi znajomi). Kiedy ją poznałem straciłem wszystkie dotychczasowe zainteresowania, zyskałem jedno nowe. Miałem kogoś, na kim mi zależało i tylko to było ważne. Po jakimś czasie nasz związek się rozpadł. Oboje mieliśmy siebie dość, więc dla żadnego z nas nie było to ciężkim przeżyciem. Wtedy odczytałem to jako odzyskanie wolności. Znowu miałem radochę z pisania, grania na instrumentach i grania na komputerze. Za jakiś czas pojawiła się kolejna osoba, o której mogłem powiedzieć “W tym całym bałaganie jedno wiem na pewno - Ty jesteś moją królewną”. Gdy i ten związek się rozsypał było na prawdę ciężko. Moje umiejętności gry na gitarze zwiększyły się chyba dziesięciokrotnie, zacząłem ostro pić i prawie zapukałem do nieba bram. Z perspektywy czasu widzę, że tak na prawdę te trudne dni dały mi wiele. Tak się złożyło, że nie miałem się wtedy komu wypłakać. Pozostałem sam i samotność odczuwałem jak nigdy dotąd (i nigdy potem).

Zatem nihil novi. Aby osiągnąć stan wolności (izolacji) i aby go utrzymać potrzebne mi są pieniądze. Jedynym sposobem zdobycia funduszy jest praca. Mogę mieć szefa. Mogę otworzyć działalność, muszę jednak być zniewolony. Niezależnie od osobistego dyktatora (szef, urzędnik skarbowy, zleceniodawca) - W dobie kapitalizmu to ograniczenie swej wolności jest wyłączną drogą do jej osiągnięcia. Do takiego stanu rzeczy należy się dostosować. Ekonomia jest już wszechobecna. Każde serce się przelicza, każdy rozum księgowany.

Analizując słowa i działanie domorosłych socjotechników odnoszę wrażenie, że freudowska teoria stosunków międzyludzkich nie jest bezpodstawna. Znamy się dlatego, że jesteśmy sobie potrzebni. Możemy dokonywać transakcji. Czasami myślałem mi się, że niektórzy utrzymują ze mną kontakt wyłącznie dlatego, że jestem do czegoś “użyteczny”. Obecnie jestem przekonany, że w społeczeństwie zachodzą procesy rynkowe. Nawet prawdziwa przyjaźń i prawdziwa miłość opiera się na wzajemnym zaspokajaniu potrzeb. Jeżeli to prawda - wolność jest fikcją.

(pw)