Ain’t no sunshine when shes gone
Właśnie kupiłem gitarę. Akustyk jest czwartym, aktywnym, instrumentem w moim domu. Mam też dwie gitary basowe i jedną elektryczną. Nie jestem w stanie policzyć ile gitar przeszło przez moje ręce. Niestety domowników mam średnio tolerancyjnych. Niektórym się wydaje, że jedna gitara powinna wystarczyć do wszystkiego.
Niestety. Akustyk daje możliwość grania bez myślenia o wzmacniaczach, kolumnach, energii elektrycznej, procesorach i efektach. “Pudło” jest lekkie i mobilne, no i ma specyficzny klimat. Z kolei gitara elektryczna jest po prostu mała i poręczna. Elektryk daje swobodę ruchu. Pierwsza gitarę basową kupiłem tylko i wyłącznie po to, żeby zagrać pochód z Piosenki młodych wioślarzy. Sprzęt jest dobry ale masywny i aby nie męczyć się podczas grania. Może bym i drugiego basu nie kupował (tym bardziej, że bas to nie to) gdyby nie Creamer.
No i mam. Mam wojnę w domu. Dobrze, że jeszcze nie padł argument “a Janko muzykant to w ogóle skrzypiec nie miał”. Na razie nie ujawniam więc moich dalszych planów (Fender Joe Strummer Telecaster, bas 5-cio strunowy, bas do jazzu, sampler). Obiecałem, że do końca maja wyprowadzę się razem ze wszystkimi moimi instrumentami. Nie wiem jak tego dokonam. W planach mam już dwie zmiany miejsca zamieszkania. Planowałem odkładać pieniądze, aby wyprowadzić się na południe. To i tak nie byłoby możliwe przez jakiś czas. Zbyt poważnie podchodzę do mojego pracodawcy, no i jest parę spraw, które wymagają ostatecznego zamknięcia. Teraz jestem zmuszony wyłożyć pieniądze na mieszkanie w Kartuzach.
Ktoś mnie niedawno zapytał o powody ucieczki z pomorza. “To przecież oczywiste…” - pomyślałem. Dla mnie jasne i oczywiste a jednak odrobinę prywatne. Nie mam problemu, by opowiedzieć o tym komuś, komu ufam jednak jakoś wymigałem się od odpowiedzi - nie jest to historyjka zbyt zajmująca.
Motyw prosty jak konstrukcja cepa, zarazem stary jak świat. Ha. Wręcz topos ludzkiej głupoty. Najprościej to ujmując - Bałtyk śmierdzi. Polskie morze cuchnie strachem i niechęcią. Myślałem, że jestem na tym punkcie przewrażliwiony. Myślałem, że wszędzie tak jest. Okazało się jednak, że nie tylko ja to widzę. Podobno chory klimat występujący wśród społeczności trójmiasta i okolic nie jest czymś normalnym i nie występuje wszędzie.
Na razie robię więc mały wypad, będę mieszkał kilka ulic dalej. Zrobię wszystko, by uciec stąd zanim zmienię się w przerażonego i owładniętego niechęcią do innych “człowieka morza”. Tak jak pewnego dnia zrozumiałem, że Podlasie przestało mi się podobać, tak teraz czuję to samo do Pomorza. Inaczej się nie da.
Z pomorzem wiąże się zdecydowana większość moich wspomnień. Tych wspaniałych - nie mogłem odgadnąć za co Bóg mnie tak kocha, dlaczego obdarowuje mnie tym co najpiękniejsze. Także tych mniej fajnych - kiedy marzyłem o śmierci lub dożywotniej izolacji.
Oceniając całość na trzeźwo. Ciężkich chwil było więcej ale nikt mi nie obiecywał, że będzie fajnie. Obecnie wydaje mi się, że te dobre rzeczy były efektem mojej pracy albo (wersja ludowa) Bóg mnie nagradzał. Uświadomiłem sobie też, że zawiniłem we wszystkim co było złe. Może nie wprost. Na pewno wszystkiego mogłem uniknąć, gdybym czasami nie milczał, lub patrzył uważniej. Mówiąc prościej - mam co chciałem. Już mam Cię dość, Twych oczu pustych. Poczekaj. Zaraz zbiję lustro.
Tekst na pięćset słów. Hehe, kupę kasy zostawiam na tym blogu
Cześć.