Between us and the light

wrzesień 10, 2007

Z dedykacją dla: Tomka, Kasi i Rafała. No somos tan malos como se dice, porque hoy todo va para mejor. No hay guerras desde hace ańos, el mundo se ríe, se ríe el mundo.

Between us and the light

Tak, dacie mi spokój kiedy zacznę wam opowiadać o tym jak bardzo jestem popierdolony. Potem wy będziecie uświadamiać mnie i moich rodziców, czym jest rozchwianie emocjonalne. Nie czuję się rozchwiany. Codziennie przechodzę przez dziesięć wspaniałych stanów umysłu, mogę być: lekko najebany, trochę najebany, najebany, zdrowo najebany, solidnie najebany, hardo najebany, nieziemsko napierdolony, kosmicznie nakurwiony lub skacowany. Już nie pamiętam kiedy to się zaczęło.

Chyba nie mieliśmy gdzie iść, więc postanowiliśmy przenocować w budynku gdańskiego dworca PKP. Kim była - nie wiem, czego właściwie oczekiwaliśmy – któż to może pamiętać. Obudziłem się pierwszy. Ujrzałem jej delikatną twarz, na której widać było ślady łez. Leżeliśmy na twardej podłodze, pod ścianą, przytuleni, czułem się naprawdę bezpiecznie. Kolejnym wrażeniem, które na długo zapamiętam były jej zielone oczy, tamta ciemna zieleń. Oczy zdawały się być portalem wiodącym do innego świata.

- Chyba powinnam iść do domu. - Heroina zmienia głos w cichy, zachrypnięty bełkot. Chciałem ją odprowadzić, ale potwornie się czułem, nie potrafiłem wstać. Powiedziała, że nie muszę się martwić i że da sobie radę. Wiem – początki są trudne, ale dlaczego aż tak?

Jakże często dobrzy ludzie mówią o tym, że narkotyki są złe. Tylko dlaczego, do kurwy nędzy ludzie odbierają mi chęć do życia a sens istnieniu nadaje właśnie heroina? Szczerze – odnoszę wrażenie, że jestem okłamywany, że słowa są puste. Czy ktoś potrafi to wyjaśnić? Pewnie nie. Zresztą nawet nie chciałoby mi się tego słuchać.

Mieszkałem na ósmym piętrze bloku znajdującego się we wschodniej części osiedla numer 54823793641153. Kiedy wychodziłem na zewnątrz widziałem, jak niezdrowo miesza się kolorystyka nieba i betonu, opuszczanie pokoju byłoby więc bezcelowe. Wiele dni o tym myślałem, być może jedynym powodem, dla którego jeszcze żyłem, był mój strach przed śmiercią. To się kurwa nazywa „totalny brak odwagi”. Chciałem w końcu wejść na dach i pobrać jedyną lekcję latania. Szybko znalazłem lepszy plan – postanowiłem wziąć wszystkie pieniądze, zakupić potrójną działkę heroiny (żeby mnie żaden pierdolony detoks nie uratował), upić się, dać zarobić jakiejś dziwce i nad ranem – zapierdolić wreszcie złoty strzał.
Rozpocząłem podróż, czułem się niesamowicie lekki. Nieśpiesznie przemierzałem ulice portowego miasta. Popijałem piwo, paliłem jointa i w ogóle nie obchodziło mnie „co mi zrobią, jak mnie złapią”. Znacznie ciekawsze mogło być to, co ja zrobiłbym mundurowym. Tak – świetnie pasowałem, do „cudów” architektury urbanistycznej. Im dłużej tak spacerowałem, tym bardziej byłem pijany.
To, jak zdobyłem narkotyki nie powinno państwa interesować. Dziwka? Spotkałem ją pod pięciogwiazdkowym hotelem. Nigdy nie lubiłem hoteli. Kiedyś w jednym pracowałem i na sam widok umundurowanych recepcjonistów brało mnie na wymioty. Nowo poznana bizneswomen zaprosiła mnie do swojego mieszkania. Trzeba przyznać, że była ładna, wyglądała bardziej na studentkę, niż przedstawicielkę najstarszej grupy zawodowej na świecie. Gdyby sama nie zaproponowała usługi, na pewno nie domyśliłbym się, czym się zajmuje.

Nigdy nie korzystałem z usług prostytutki i zastanawiałem się, jak to będzie wyglądało. Czy zacznie okrzykiem „No to do pracy!”? Czy wyda mi paragon? Po drodze kupiłem kartonik wina. Właśnie od alkoholu i rozmowy zaczęliśmy transakcję.
- Co taki chłopak jak ty robi w domu prostytutki. - Zupełnie jakby ją to interesowało. Wzbudzała zaufanie, była nie tylko ładna ale i miła, robiła wrażenie osoby inteligentnej. Opowiedziałem jej o wszystkim, mówiłem o przeszłości i planach na najbliższe godziny. Swoją drogą, to zabawne, że ktoś taki miał się okazać moim „Prywatnym Chrystusem”. Wymieniliśmy się przeszłością. Jej opowieść sprawiła, że nie mogłem przelecieć własnego zbawcy, również dzięki niej – rozmawiam teraz z państwem (zeznaję?).

Gosia (a na filmach wszystkie dziwki mają imię w stylu „Ola” lub „Andżelika”) skończyła dobre liceum, zdała maturę i dzięki świetnej znajomości czterech języków może dzisiaj obsługiwać klientów z całego świata (tak oto edukacja dała dziewczynie przyszłość). Swoją osobowość sklejała zapewne częściej niż ja. Dzięki niej przeżyłem noc. Jak wpadłem w wasze ręce? To jest świetnie opisane w dokumentach przekazanych wam przez policjantów.

Mam nadzieje, iż kuracja będzie postępowała ku skutecznemu uleczeniu mojej duszy. Chciałbym wrócić do społeczeństwa i jestem państwu wdzięczny za czas, którego tak wiele mi poświęcacie.

(pw)