Rozstania
lipiec 17, 2008Znowu wypadłem z obiegu. Niezbyt długo byłem czynnym zawodowo dziennikarzem. Postanowiłem dać sobie spokój przynajmniej na rok. Przez gazetę rośnie sterta tekstów, których nie potrafię dokończyć. W ciągu tego roku chciałbym nieco podnieść kwalifikacje, nie tyle jako dziennikarz co jako pisarz. Poszukuję czegoś, co da mi nowe spojrzenie na rzeczywistość i wgląd w przestrzeń nadrealną. Znalazłem już dwie rzeczy i w ciągu najbliższych dni okaże się co będzie dalej.
Prawie rozstałem się z Creamerem ale chyba oni wierzą we mnie bardziej niż ja sam. Zespół wkracza na ścieżkę przygód. Głównie dzięki szatańskim pomysłom Pathy.
Rozstałem się też z kimś dla mnie ważnym. Czuje się jak szmata. To, co kiedyś nazywałem pozerstwem, dresiarstwem, obłudą i głupotą - teraz stało się częścią mnie, nieodwracalnie. Nie mogę siebie zaakceptować.
To, co uczyniłem pewnie wielu się podoba, ale nie mnie. Najgorsze, że ci, którzy tak postępują będą mnie teraz uważać za równego gościa. Cholera. Dla jasności - nie zrobiłem nic z tego co pokazują w mydlanych operach, podjąłem tylko decyzję najgłupszą z możliwych. Jest to bolesne, ponieważ zawsze wierzyłem, że akurat ta forma głupoty mnie nie dotyczy.
wyrzuty sumienia wpierdalają mnie do tego stopnia, że zacząłem poszukiwać czegoś złego. Ścigam diabła i bawi mnie to.
Upraszczając, dobrze się czuję ale z lekka nadszarpnąłem własne ideały. Dziwne. Jestem o krok od nazwania siebie… kurwa… nawet nie umiem znaleźć słowa… zdrajcą? Sprzedawczykiem? Może dziwką? Z drugiej zaś strony, wreszcie odnalazłem jakąś tam równowagę.
Wiem, że ogólnie przyjęte normy etyczne nie klasyfikują mojego postępowania jako złe, ale… no kurczę. ja już chyba nie wiem co jest dobre a co złe.
Zależało nam na tym. Ona zmuszała mnie do obierania trudniejszych ścieżek. Nadrobiła lukę w moim wychowaniu, lukę, której nie zauważyli rodzice. Nadała sens mojemu życiu. Przyszła, naprawiła mnie i poszła. Nie rozumiem kim była. Aniołem stróżem, który zrobił swoje i zamknął sprawę? Przyjąłem jednak założenie, że anioły nie istnieją. Jaki ona miała w tym interes. Kiedy ją poznałem nie umiałem żyć, potem nie umiałem żyć bez niej a teraz umiem funkcjonować w społeczeństwie. Wygląda na to, że z wysoka kuka na mnie Pan.
Sam już nie wiem co się dzieje. Czuję się źle i zarazem dobrze. Być może tak właśnie ma być?
Spędzę kilka chwil z opowieścią Tom Tom’a i zobaczę co będzie dalej.
I robię zajebiste byki. Przynajmniej to się nie zmienia.
Opublikował/a Przemo

