Rozstania

lipiec 17, 2008

Znowu wypadłem z obiegu. Niezbyt długo byłem czynnym zawodowo dziennikarzem. Postanowiłem dać sobie spokój przynajmniej na rok. Przez gazetę rośnie sterta tekstów, których nie potrafię dokończyć. W ciągu tego roku chciałbym nieco podnieść kwalifikacje, nie tyle jako dziennikarz co jako pisarz. Poszukuję czegoś, co da mi nowe spojrzenie na rzeczywistość i wgląd w przestrzeń nadrealną. Znalazłem już dwie rzeczy i w ciągu najbliższych dni okaże się co będzie dalej.
Prawie rozstałem się z Creamerem ale chyba oni wierzą we mnie bardziej niż ja sam. Zespół wkracza na ścieżkę przygód. Głównie dzięki szatańskim pomysłom Pathy.
Rozstałem się też z kimś dla mnie ważnym. Czuje się jak szmata. To, co kiedyś nazywałem pozerstwem, dresiarstwem, obłudą i głupotą - teraz stało się częścią mnie, nieodwracalnie. Nie mogę siebie zaakceptować.
To, co uczyniłem pewnie wielu się podoba, ale nie mnie. Najgorsze, że ci, którzy tak postępują będą mnie teraz uważać za równego gościa. Cholera. Dla jasności - nie zrobiłem nic z tego co pokazują w mydlanych operach, podjąłem tylko decyzję najgłupszą z możliwych. Jest to bolesne, ponieważ zawsze wierzyłem, że akurat ta forma głupoty mnie nie dotyczy.
wyrzuty sumienia wpierdalają mnie do tego stopnia, że zacząłem poszukiwać czegoś złego. Ścigam diabła i bawi mnie to.
Upraszczając, dobrze się czuję ale z lekka nadszarpnąłem własne ideały. Dziwne. Jestem o krok od nazwania siebie… kurwa… nawet nie umiem znaleźć słowa… zdrajcą? Sprzedawczykiem? Może dziwką? Z drugiej zaś strony, wreszcie odnalazłem jakąś tam równowagę.
Wiem, że ogólnie przyjęte normy etyczne nie klasyfikują mojego postępowania jako złe, ale… no kurczę. ja już chyba nie wiem co jest dobre a co złe.

Zależało nam na tym. Ona zmuszała mnie do obierania trudniejszych ścieżek. Nadrobiła lukę w moim wychowaniu, lukę, której nie zauważyli rodzice. Nadała sens mojemu życiu. Przyszła, naprawiła mnie i poszła. Nie rozumiem kim była. Aniołem stróżem, który zrobił swoje i zamknął sprawę? Przyjąłem jednak założenie, że anioły nie istnieją. Jaki ona miała w tym interes. Kiedy ją poznałem nie umiałem żyć, potem nie umiałem żyć bez niej a teraz umiem funkcjonować w społeczeństwie. Wygląda na to, że z wysoka kuka na mnie Pan.

Sam już nie wiem co się dzieje. Czuję się źle i zarazem dobrze. Być może tak właśnie ma być?
Spędzę kilka chwil z opowieścią Tom Tom’a i zobaczę co będzie dalej.

I robię zajebiste byki. Przynajmniej to się nie zmienia.


Tracklista do zadań specjalnych

czerwiec 3, 2008

1. Love Street - The Doors
2. Walking on the Moon - The Police
3. Venus in Furs - Velvet Underground
4. (Gdziekolwiek idę) Z tobą chcę iść - Kult
5. Vesna - 5nizza
6. Death to Birth - Pagoda
7. Kołysanka (Dziecko Rosemary) - Krzysztof Komeda
8. Suffering - Możdżer, Danielsson, Fresco
9. 6 lat później - Kult
10. Riders on the Storm - The Doors
11. Again - Archiwe
12. W czarnej urnie - Kult

Choć właściwie można ją zastąpić płytą The Time tria: Możdżer, Danielsson, Fresco


Szachista

czerwiec 2, 2008

młody Napoleon BonaparteGry się nie porzuca. Jedynym sposobem, by przestać grać z cesarzem jest dokończenie partii.
Kilka lat temu rozpocząłem rozgrywkę, której nie gram bo nie ma możliwości aby grać skoro przeciwnik nie wierzę w istnienie przeciwnika.
Cesarz napoleon Bonaparte poszukiwał maszyny Wolfganga von Kempelena - androida grającego w szachy. Turek Kempelena był oczywiście oszustwem.

Legendarny cesarz francuzów to moja ulubiona postać historyczna. Na obrazie - porucznik Napoleon Bonaparte.

Dlaczego ja właściwie o tym piszę? Sam nie umiem dobrze grać w szachy. Jednak czuję się teraz jak Bonaparte grający z tworem von Kempelena. Podobnie jak Turek, tak mój przeciwnik nie istnieje, przynajmniej mam taką nadzieję.
Mój Turek to raczej Haitańczyk, który pojawił się prawie dziesięć lat temu. Miał mnie bronić przed złymi siłami, nieszczęściami itd. Pierdoły głupoty, w które nigdy nie wierzyłem. Kiedy ostrzegł mnie pierwszy raz - nie posłuchałem go… niestety. Za którymś razem postanowiłem postępować wg. jego wskazówek. Cholernie się zdziwiłem kiedy okazało się, że regularnie mi pomaga.
bra-crs-miniNie lubię jednak korzystać z rzeczy, których nie rozumiem. Zupełnie jak osiemdziesięcioletni staruszek, którego chce się posadzić przed komputerem. Niestety ja nie mogę tak po prostu odejść od szachownicy (podobnie jak Mały Kapral nie zostawiał gry). W sto dni wygram i odzyskam panowanie lub ujrzę własną Wyspę Świętej Heleny.

Dobra, żartowałem. Ale dziwnie się czuję. Nie wierzę, że człowiek może mieć wgląd w to co nie poznane a jednak tego właśnie doświadczam. Mając nieodparte wrażenie, że ktoś, przepraszam za wyrażenie, robi sobie jaja postanowiłem jednak zaopatrzyć się w magiczne narzędzie. Wszystko po to, by uwolnić się od zjawisk niezrozumiałych.


O dobrych ludziach

maj 27, 2008

Jeszua Ha-Nocri o dobrych ludziach.
Siedzieliśmy w knajpie. Powiedziałem: “na świecie nie ma złych ludzi”. Ktoś zauważył (pozorny) dysonans do którejś z wcześniejszych wypowiedzi “…nienawidzę ludzi…”. Następnie rozpoczęliśmy dyskusję, która musiała nastąpić, czy aby na pewno wszyscy są dobrzy?
Szczerze powiedziawszy - nie wiem. To, że na świecie nie ma dobrych ludzi przeczytałem w jednej z najlepszych książek na świecie. Specjalnie dla ktosia wydłubuje dwa fragmenty powieści. Zważ na moje lenistwo i doceń wysiłek włożony w poszukiwania.

- Czy znany ci jest - ciągnął Piłat nie spuszczając wzroku z więźnia - niejaki Dismos albo Gestas, albo może Bar Rawan?
- Nie znam tych dobrych ludzi - odpowiedział aresztowany.
- Czy to prawda?
- To prawda.
- Powiedz mi zatem, czemu nieustannie mówisz o dobrych ludziach? Czy nazywasz tak wszystkich ludzi?
- Wszystkich - odpowiedział więzień. - Na świecie nie ma złych ludzi.
- Pierwszy raz spotykam się z takim poglądem - powiedział Piłat i uśmiechnął się. - Ale, być może, za mało znam życie!… Teraz możesz już nie notować - zwrócił się do sekretarza, chociaż sekretarz i tak niczego nie notował, a potem znowu zwrócił się do więźnia: - Czy wyczytałeś to w którejś z greckich ksiąg?
- Nie, sam do tego doszedłem.
- I tego nauczasz?
- Tak.
- A na przykład centurion Marek, którego nazywają Szczurzą śmiercią, czy on także jest dobrym człowiekiem?
- Tak - odparł więzień. - Co prawda, jest to człowiek nieszczęśliwy. Od czasu, kiedy dobrzy ludzie go okaleczyli, stał się okrutny i nieczuły. Ciekawe, kto też tak go zeszpecił?
- Chętnie cię o tym poinformuję - powiedział Piłat - ponieważ byłem przy tym obecny. Dobrzy ludzie rzucili się na niego jak gończe na niedźwiedzia. Germanie wbili mu się w kark, w ręce, w nogi. Manipuł piechoty wpadł w zasadzkę i gdyby nie to, że turma jazdy, która dowodziłem, przedarła się ze skrzydła, nie miałbyś, filozofie, okazji do rozmowy ze Szczurzą śmiercią. To było w czasie bitwy pod Idistaviso, w Dolinie Dziewic.
- Jestem pewien - zamyśliwszy się powiedział więzień - że gdyby ktoś z nim porozmawiał, zmieniłby się z pewnością.
(…)
- Myślę - odpowiedział procurator z dziwnym uśmiechem - że istnieje ktoś jeszcze, nad kim mógłbyś się bardziej użalić niż nad Judą z Kiriatu, ktoś, czyj los będzie znacznie gorszy niż los Judy! …A więc Marek Szczurza śmierć, zimny i pozbawiony skrupułów kat, i ci ludzie, którzy, jak widzę - tu procurator wskazał zmasakrowaną twarz Jeszui - bili cię za twoje proroctwa, i rozbójnicy Dismos i Gestas, którzy wraz ze swoimi kamratami zabili czterech moich żołnierzy, i ten brudny zdrajca Juda wreszcie - wszystko to są więc ludzie dobrzy?
- Tak - odpowiedział więzień.
- I nastanie królestwo prawdy?

(1966) Михаил Афанасьевич Булгаков


W południe

maj 19, 2008

Ptaki w jej warkoczach drzemią
Gdy spękana słońcem ziemia
Jak ta wola co od Boga
Chodzi gdzieś po swoich drogach

Creamer żyje. Przez bardzo długi czas robiliśmy próby w dwuosobowym składzie, bez perkusisty. Dzisiaj nasz pałker zagrał pierwszą próbę po powrocie do kraju. Obecność bębnów zmusiła resztę zespołu do podkręcenie potencjometrów. Dawno nie graliśmy tak głośno, dawno nie graliśmy z perkusją. Próba nie była perfekcyjna, ale i tak było bardzo dobrze, jeżeli wziąć pod uwagę.
jednak powrót Michała to nie wszystko. zanim nasz pałker dojechał dobrą chwilę graliśmy z pewnym dziesięcioletnim chłopcem. Zagraliśmy razem piosenki: I’m on the top (grupy Deadlock) i Trzy kropki (Creamera). Brak mi wyobraźni by myśleć o tym jak Krystian będzie grał za kilkanaście lat, gdy będzie w moim wieku. Tak, to była wspaniała próba, która na długo pozostanie mi w pamięci.

***

Takie chwile dają mi siłę do życia. Każdy miewa takie dni gdy czuje się niepotrzebny, złamany, “jak zabawka rzucona w kąt” (mnożyć można opisy i porównania). Ja mam “miejsce” do którego uciekam.

Nie dorosłem do swych lat
Masz mnie za nic, dobrześ zgadł
Jak tak można? - pytam was
Tyle lat marnować czas
Nauczyłem w życiu się
Paru rzeczy - wszystkich źle
Ale moją dróżką idź
Gdy się już nie daje żyć

La, la, la, la - wszystko prostsze, gdy się śpiewa i gra
La, la, la, la - gdy po szklance koniak spływa jak łza

Pierwszy cytat pochodzi z Kazimierza Grześkowiaka a drugi ze Staszka Staszewskiego. Trzeci dzień zastępuje jedzenie poezją i na razie dobrze mi z tym.


Zaczarowana dorożka

maj 18, 2008

Zaczarowana dorożka
Zaczarowany dorożkarz
Zaczarowany koń

Choć z koniem to podobno bujda.

I wiesz, kurwa, jak to jest, kurwa, no bo, kurwa… - mówi długo i niezrozumiale. Precyzja i koordynacja czynności i wypowiedzi - po każdym wulgaryzmie pluł na chodnik. Myślę, że gdyby ograniczył ilość kurwy w zdaniu, zrozumienie wypowiedzi byłoby łatwiejsze. Jak go następnym razem spotkam to kupie mu butelkę wody mineralnej, chłopak może się od tego plucia odwodnić.

Toż radość była w domu,
Nareszcie koniec sromu,
Skończony kłopot !
Dozorca śmiał się setnie :
- Zaraz mu nitkę przetnie
Panna Atropos.

Nasz premier pochwalił się używaniem marihuany i tanich win. Pan Juliusz Z. - szef kartuskiej PO upił się jak świnia, obraził wszystkich. Interweniującym policjantom obiecał rychłą śmierć, na szczęście udowodnił niepoczytalność i poddał się badaniom. Poseł Palikot… no cóż, każdy ma swojego pajaca. To dobrze, że premier ćpał. Dzięki temu wiadomo, że reprezentuje większą część polaków. Najgorsze, że to prawda. O zgrozo. Nie znam zbyt wielu osób wolnych od narkotyków. Zabawne. Kiedyś myślałem, że używający narkotyków to margines. Chcąc wmieszać się w tłum - muszę walnąć krechę i zajarać trawę. Cholera.

Więc zaraz lekko podbiegła noc
Ta mniejsza, wiecie, ta mądra
Nalała, gość się popatrzył w szkło
Zacny, powiada, kordiał

Lecz zaraz potem podbiegła Śmierć
podbiegiem jeszcze lżejszym,
podróżny cmok! a kielich brzęk!
bo kordiał był zacniejszy.

Co do premiera to chyba teraz ja mam prawo mieć focha i stwierdzić, że wyjeżdżam. Nie chce, by ktoś taki mnie reprezentował. Żartuję. Dynda mi czy Plusk ćpał, czy ćpa nadal - jego broszka. Jednak co do zwykłego chamstwa to już mam problem. Mam udawać, że mnie to bawi? Bo taka kurwa na kurwie kurwą kurwe poganiająca ty jakaś parodia wypowiedzi i nie widzę innego sposobu jak tylko śmiać się z tego. Tylko komedia oglądana wiele razy przestaje być zabawna.

(w charakterze malutkiego amorka): Widzowie, jak w czeluści
w tej sztuce z wami ginę.
A wąsów nie mogąc zapuścić,
zapuszczę przynajmniej kurtynę.
(zapuszcza)

(pw & K.I.G.)


Ain’t no sunshine when shes gone

maj 12, 2008

Właśnie kupiłem gitarę. Akustyk jest czwartym, aktywnym, instrumentem w moim domu. Mam też dwie gitary basowe i jedną elektryczną. Nie jestem w stanie policzyć ile gitar przeszło przez moje ręce. Niestety domowników mam średnio tolerancyjnych. Niektórym się wydaje, że jedna gitara powinna wystarczyć do wszystkiego.
Niestety. Akustyk daje możliwość grania bez myślenia o wzmacniaczach, kolumnach, energii elektrycznej, procesorach i efektach. “Pudło” jest lekkie i mobilne, no i ma specyficzny klimat. Z kolei gitara elektryczna jest po prostu mała i poręczna. Elektryk daje swobodę ruchu. Pierwsza gitarę basową kupiłem tylko i wyłącznie po to, żeby zagrać pochód z Piosenki młodych wioślarzy. Sprzęt jest dobry ale masywny i aby nie męczyć się podczas grania. Może bym i drugiego basu nie kupował (tym bardziej, że bas to nie to) gdyby nie Creamer.
No i mam. Mam wojnę w domu. Dobrze, że jeszcze nie padł argument “a Janko muzykant to w ogóle skrzypiec nie miał”. Na razie nie ujawniam więc moich dalszych planów (Fender Joe Strummer Telecaster, bas 5-cio strunowy, bas do jazzu, sampler). Obiecałem, że do końca maja wyprowadzę się razem ze wszystkimi moimi instrumentami. Nie wiem jak tego dokonam. W planach mam już dwie zmiany miejsca zamieszkania. Planowałem odkładać pieniądze, aby wyprowadzić się na południe. To i tak nie byłoby możliwe przez jakiś czas. Zbyt poważnie podchodzę do mojego pracodawcy, no i jest parę spraw, które wymagają ostatecznego zamknięcia. Teraz jestem zmuszony wyłożyć pieniądze na mieszkanie w Kartuzach.
Ktoś mnie niedawno zapytał o powody ucieczki z pomorza. “To przecież oczywiste…” - pomyślałem. Dla mnie jasne i oczywiste a jednak odrobinę prywatne. Nie mam problemu, by opowiedzieć o tym komuś, komu ufam jednak jakoś wymigałem się od odpowiedzi - nie jest to historyjka zbyt zajmująca.
Motyw prosty jak konstrukcja cepa, zarazem stary jak świat. Ha. Wręcz topos ludzkiej głupoty. Najprościej to ujmując - Bałtyk śmierdzi. Polskie morze cuchnie strachem i niechęcią. Myślałem, że jestem na tym punkcie przewrażliwiony. Myślałem, że wszędzie tak jest. Okazało się jednak, że nie tylko ja to widzę. Podobno chory klimat występujący wśród społeczności trójmiasta i okolic nie jest czymś normalnym i nie występuje wszędzie.
Na razie robię więc mały wypad, będę mieszkał kilka ulic dalej. Zrobię wszystko, by uciec stąd zanim zmienię się w przerażonego i owładniętego niechęcią do innych “człowieka morza”. Tak jak pewnego dnia zrozumiałem, że Podlasie przestało mi się podobać, tak teraz czuję to samo do Pomorza. Inaczej się nie da.

Z pomorzem wiąże się zdecydowana większość moich wspomnień. Tych wspaniałych - nie mogłem odgadnąć za co Bóg mnie tak kocha, dlaczego obdarowuje mnie tym co najpiękniejsze. Także tych mniej fajnych - kiedy marzyłem o śmierci lub dożywotniej izolacji.
Oceniając całość na trzeźwo. Ciężkich chwil było więcej ale nikt mi nie obiecywał, że będzie fajnie. Obecnie wydaje mi się, że te dobre rzeczy były efektem mojej pracy albo (wersja ludowa) Bóg mnie nagradzał. Uświadomiłem sobie też, że zawiniłem we wszystkim co było złe. Może nie wprost. Na pewno wszystkiego mogłem uniknąć, gdybym czasami nie milczał, lub patrzył uważniej. Mówiąc prościej - mam co chciałem. Już mam Cię dość, Twych oczu pustych. Poczekaj. Zaraz zbiję lustro.

Tekst na pięćset słów. Hehe, kupę kasy zostawiam na tym blogu :D

Cześć.


Krótka nauka a zabawy kupa

maj 10, 2008

Długa szkoła, nauka nie wesoła
U nas krótka nauka a zabawy kupa

Tak w Piosence trepa Kazik Staszewski opisywał zasadniczą służbę wojskową. Ten cytat nie ma nic wspólnego z tym co chce napisać. Zwyczajnie lubię tą piosenkę.

Jednym z moich ulubionych programów komputerowych jest, wyprodukowany przez firmę Adobe, Photoshop. “Szop” to mój pupil. Oprogramowanie ma szerokie możliwości, od obróbki fotografii, po fotomontaże, kolaże i tworzenie ilustracji. Bynajmniej nie jest to program rozrywkowy, ale dla mnie jest sposobem na nudę.

Kilka dni temu czytałem wypowiedzi użytkowników jakiegoś forum o Photoshopie i ktoś napisał:

Dopiero zaczynam w Photoshopie. Wcześniej długo używałem Corel Draw, ale wiele osób mówi, że Photoshop jest lepszy

Mam dziwne przeczucie, że autor tej wypowiedzi nie widział nigdy ani szopa ani nawet Corel Draw. Programów tych nie można porównywać, gdyż służą zupełnie innym celom. Pomijam już różnice między grafiką rastrową a wektorową.

Ostatnio używam Corela (w pracy) i wydaje mi się, że program jest strasznie toporny. Zgadzam się z powszechnie znanym twierdzeniem - Photoshop posiada ergonomiczny i wygodny interfejs, inne programy powinny być podobnie projektowane. Na szczęście czasami twórcy oprogramowania graficznego podpatrują pomysły Adobe. Pierwszym znanym mi przypadkiem był Flash - firmy Macromedia. Nawet mający mniej wspólnego z grafiką, służący do projektowania witryn internetowych Dreamweaver (także od Macromedia) miał wygląd zerżnięty z Photoshopa.
Tutaj jestem zmuszony nieco odejść od tematu i dopowiedzieć, że firma macromedia została, stosunkowo niedawno, zakupiona właśnie przez Adobe. Obecnie zarówno Flash jak i Dreamweaver (czyli najważniejsze dzieła Macromedia) są tworzone przez Adobe. Stanowią one elementy pakietu Creative Suite 3, a najważniejszym elementem CS3 jest Photoshop.

Wracając do tematu. Interfejs Corel Draw utrudnia mi pracę z tym programem, interfejs Gimpa powoduje, że program wydaje się być zemstą programistów za krzywdy doznane w dzieciństwie.

Niedawno widziałem jak fajne grafiki powstają przy wykorzystaniu dwóch programów: Corel Painter X oraz Adobe Photoshop. Painter X to bardzo ciekawy wynalazek. program to profesionalny symulator naturalnych technik artystycznych. Producent chwali się, że CPX jest podstawowym sposobem pracy wielu, mniej lub bardziej znanych, artystów.

Zainstalowałem więc Corel Paniter. Pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne (wygląd ściągnięty z szopa!) ale… odpadłem. Mimo, że poczułem się jak w domu nie potrafiłem zrobić nic. Kompletny brak znajomości zagadnień związanych z plastyką powoduje, że nie jestem w stanie pracować z kolejnym wynalazkiem Corela. Dlatego poświęcam sporo czasu na rysowanie. Plastyka ze mnie nie będzie ale generalnie robię jakieś postępy motywujące do dalszej pracy. Na razie spędzam dużo czasu nad ołówkiem i szkicownikiem ale czuję się jak wtedy, gdy stawiałem pierwsze kroki z Photoshopem. Pewnie jestem już za stary na naukę rysowania, nie jest to tak proste jak granie na gitarze ale fajnie jest się uczyć.


Dorosłem

maj 4, 2008

Planowałem zniszczenie wszystkich moich płyt punkowych. Nie zrobiłem tego przez wzgląd na cholerne zachmurzenie obecne nad północną Polską - regionem, który kiedyś był “mój”.
Definitywnie oderwałem się od punka w momencie, gdy Maciej Maleńczuk razem z Wojtkiem Waglewskim zaprezentowali w TVP 2 pochodzący ze wspólnej płyty utwór: Koledzy.

Właśnie oglądałem pewien teledysk i zrozumiałem, że zaszło dziwne zjawisko. Mimo, że słucham zupełnie innej muzyki, nadal włączam te same zespoły. Kult, już nie ten z bardzo wczesnego okresu swego funkcjonowania, ale nadal ten grający piosenkę Arahja. Zresztą tak Kazik Staszewski jak i jego najważniejszy projekt zawsze były mostem łączącym punkowy bunt z nowoczesnym brzmieniem i eksperymentami muzycznymi.

Wam dali punkowe stroje abyście czuli się wolni. Wszystko system uczynił a wy jesteście niewolni.

Kult został a typowego punka porzuciłem dla takich zespołów jak Depeche Mode Ich największy chit - Freelove został zremiksowany przez DJ’a z Cypress Hill:

Pamiętam, że kiedyś słuchałem zespołu Hurt. Piosenka “Kanał” należała do najlepszych kawałków polskiego punka. Przebolałem zmianę stylistyki i nawet się z tego ciesze, bo miejscami przypominają mi DM (i tu właśnie wklejam didełoklip, o którym wspomniałem na początku)


Prosty, popowy tekst. Cholernie mi się podoba, zresztą posłuchajcie. Tak standardowe i schematyczne a jednak autor wstawił kilka ciekawostek.

Dalej tekstu nie ma i w temacie punka już nie będzie.

Cześć!


Czynnik X

maj 3, 2008

Czy zdarzyło Ci się odczuwać pustkę spowodowana brakiem czegoś niezdefiniowanego? Tzn. brakuje Ci czegoś, ale jak zaczynasz to uczucie analizować to dochodzisz do wniosku, że masz absolutnie wszystko, co jest człowiekowi potrzebne. Było tak kiedyś?

Nie wiem, czy jest do dobry przykład, ale na pewno najlepszy jaki znam. Zastanawiam się, dlaczego życie Rafała Wojaczka skończyło się tak szybko. Rafał na pewno spełniał się w poezji, którą tworzył. Jego utwory znajdowały ujście (trafiały do odbiorców) i były czytane. Miał też szacunek współczesnych mu poetów. W jego życiu była kobieta, którą kochał ze wzajemnością, miał z nią córkę. Nie można powiedzieć, żeby cierpiał z powodu braku pieniędzy. Czy wobec tego można znaleźć jednoznaczną, bezpośrednią przyczyne jego depresji?

Patrząc obiektywnie, Wojaczek posiadał (prawdopodobnie) sporą motywację do życia. Cóż mogło sprawić, że istnienie straciło wartość.

Nie chodzi mi o jeden, konkretny przypadek Rafała Wojaczka. Mogłem równie dobrze oprzeć się na bardziej znanych przypadkach: Janis Joplin, Morrison, Hendrix, Cobain. Bogaci, znani, spełnieni, uwielbiani, kochani. jednak tu jestem w stanie uwierzyć, że osiągnęli wszystko i zmarli na “bezcelowość egzystencji”.

Może socjologia nie jest wiele warta. Czy człowiek, który ma wszystko to, co powinno warunkować jego szczęście zawsze jest szczęśliwy?

Jeżeli wszystko jest spełnione…

Człowiek nie odczuwa głodu, jest bezpieczny i nie ma się czego bać, kocha i jest kochany, jest także szanowany w swoim otoczeniu, świetnie się realizuje na każdym polu.

Gdzież jest luka?